XVII NIEDZIELA ZWYKŁA

Niezwykle barwne jest dzisiejsze pierwsze czytanie. Ukazuje ono wytrwałą modlitwę Abrahama, który wstawia się u Boga za sprawiedliwymi mieszkańcami Sodomy i Gomory. Mówi do Niego takie słowa: „Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi?” (Rdz 18,23), a potem targuje się z Bogiem o liczbę sprawiedliwych, dla których Pan przebaczy tym miastom. Rozpoczyna od pięćdziesięciu (w. 24), a kończy na dziesięciu sprawiedliwych (w. 32). Co stało się dalej? Księga Rodzaju mówi o tym w kolejnych wersetach. Sprawiedliwych w tych miastach było tylko czworo: Lot, jego żona i ich dwie córki. Bóg wysłuchał modlitwy Abrahama – nie stracili życia sprawiedliwi razem z bezbożnymi. Pan wyprowadził bowiem sprawiedliwych z „miasta zagłady” (zob. Rdz 19,15 i nn.).

Ilekroć i my prosimy Boga o wysłuchanie naszych modlitw; o spełnienie naszych próśb; o wysłuchanie naszych skarg… Często wydaje się nam, że Bóg nie tylko nas nie wysłuchuje, ale jakby wcale nas nie słuchał. Modlimy się, a dzieje się akurat na odwrót!

Anna ma syna alkoholika. Ileż różańców odmówiła za niego. Ile zamówiła Mszy św. Ile wylała łez. A Michał dalej brnie w nałóg; stacza się jeszcze niżej. Wydawać by się mogło, że Pan wcale nie przejmuje się ani Marią, ani jej synem, ani ich problemami! A tak nie jest! Bóg kocha nas bardziej, niż to potrafimy sobie wyobrazić! On w nas ma upodobanie.

Każdego z nas przygarnął jako przybrane dziecko, gdy przyjęliśmy sakrament chrztu. O tym mówi czytanie z Listu do Kolosan: „z Chrystusem pogrzebani jesteście w chrzcie” (Kol 2,12). Mamy więc żywą i nadprzyrodzoną łączność z Jezusem Chrystusem – umiłowanym Synem Boga. Dlatego nie jesteśmy obojętni dla Pana!

Dlaczego więc Bóg nas nie wysłuchuje, gdy modlimy się do Niego? Ponieważ niedoskonałe są nasze modlitwy. Nie umiemy się dobrze modlić.

To smutna prawda: ciągle nie umiemy się modlić. Dzieje się tak, ponieważ nie modlimy się w ten sposób, w jaki tego pragnie Bóg. Staramy się o to, by On spełniał nasze zachcianki. Chcemy urządzać świat, rodzinę, nas samych według naszych koncepcji czy planów. A Bóg ma inne plany związane z nami. Czasem nie spełnia naszych próśb po to, aby nas nauczyć wytrwałości. Dzisiejszy człowiek bowiem chce mieć wszystko już, natychmiast, w tej chwili. Bóg udzieli dóbr, ale później, gdy człowiek będzie na nie odpowiednio przygotowany.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której trzeba wspomnieć. Na nią zwraca uwagę tekst dzisiejszej Ewangelii. Chodzi bowiem o to, o co się modlimy. Najczęściej są to sprawy ziemskie: zdrowie, szczęście, zdanie egzaminu, zgoda w rodzinie…, a kto z nas kiedykolwiek pomodlił się o własne zbawienie? Kto poprosił Boga o to, by On nim kierował? Kto wreszcie błagał Boga o Ducha Świętego? A o takiej modlitwie wyraźnie mówi ewangelista.

Bóg udzieli nam wszystkiego, co dobre i konieczne dla naszego zbawienia. Nie udzieli nam tego, co jest przeciwne naszemu prawdziwemu dobru i świętości. On pragnie, byśmy do Niego kołatali, byśmy Go prosili, byśmy w Nim szukali zbawienia, świętości, pokoju i szczęścia.

Uczestnicząc w liturgii Mszy św., w czasie której sam Jezus Chrystus przychodzi na ołtarz, prośmy Go dziś, tak z głębi naszego serca, o coś naprawdę wielkiego i ważnego. Błagajmy Boga o rzecz najważniejszą w naszym życiu – módlmy się o nasze wieczne szczęście: „Panie Jezu, Ty powiedziałeś: «proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam», proszę Cię, w myśl tych słów: zbaw mnie na wieki”. Amen.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*